Jak zepsuć dziecko przy pomocy kilku tricków?

Było tak cudownie… Córka rosła jak na drożdżach, rozwijała się książkowo, ba nawet lepiej! Książeczki, farbeczki, zabaweczki, wszystko oczywiście polisensoryczne, montessoriańskie i w ogóle.

Każdy zazdrościł nam naszej Aluni. Taka wygadana, elokwentna, a do tego dziecko – anioł. Usiadła i bawiła się tym, co jej w danym momencie przygotowaliśmy. Uśmiecha się do każdego, dzieli się zabawkami… Eh… to były czasy…dopóki jej nie zepsuliśmy 🙂

Nie bądź frajer – daj tablet, smartfon tudzież pilot od tv

Nie musisz nawet dokładnie tłumaczyć „czym to się je” – małe jest mądre. Obecnie dzieciaki ogarniają technologię niemal od urodzenia. Zaczyna się niewinnie. Wystarczy, że kilka razy usiądziesz z telefonem przy dziecku, korzystając z ciekawej aplikacji. Gwarantuje, że od samego początku maluch będzie bacznie zwracał uwagę na to co robisz, jakie gesty wykonujesz. A gdy nadejdzie dogodny moment spróbuje samo. Wy dorośli będziecie na początku mówić do siebie: Oj nie, nasze dziecko nigdy nie dostanie tabletu ani telefonu. W życiu! No, może jak pójdzie do szkoły,to zacznie korzystać tylko i wyłącznie do celów naukowych! Chwilę potem berbeć dopadnie jednak ten telefon – spojrzycie na siebie i powiecie – Oo ale mądrala, sama odblokowała telefon i zrobiła zdjęcie…Takich momentów będzie coraz więcej, zainstalujecie na próbę pierwszą aplikację, oczywiście nie jakąś głupotę, tylko od razu grę edukacyjną, niech maluch łyka literki od pierwszych chwil. Przyjdzie czas na YouTube, ale tylko 5 minut, bo przecież oczy, bo przecież układ nerwowy i w ogóle, co ludzie powiedzą! A gdy nadejdzie proza życia, moment, w którym jesteś sama, obiad nie zrobiony, dziecko płacze, czeka jeszcze góra prania, a niebawem mają przyjść goście. Albo, gdy żona ma wychodne , a Ty nareszcie masz okazję wykazać się jako super tata. TO BĘDZIE WŁAŚNIE TA CHWILA , kiedy sam podsuniesz swojemu dwulatkowi, trzylatki, a może nawet roczniakowi to diabelne ustrojstwo i przekonasz się, że dziecka nie ma, a Ty możesz spokojnie wykonać swoje obowiązki lub po prostu odpocząć. Uważaj, niestety dziecko przyzwyczaja się i uczy w zastraszającym tempie, kiedy machina ruszy już nie ma odwrotu. U nas zaczęło się tak samo niewinnie…

To tylko jeden cukierek – daj dziecku żyć

Nie wiem czy jeszcze pamiętacie okres, w którym pisałam Wam, że nasza Alunia nie je słodyczy… Eh teraz wydaje mi się to zamierzchły czas, a było to całkiem niedawno… Zaczęło się równie niewinnie. Wystarczyło jedno czekoladowe jajko z zabawką w środku, pierwszy lód – dzień po drugich urodzinach, kolorowy lizak. I tak powoli, powoli dziecko kosztując nowych smaków, coraz bardziej uzależnia się od cukru. Początkowo sami nie kupowaliśmy, zawsze ktoś coś przyniósł i patrzył na mnie z wyrzutem, jak na wyrodną matkę, przecież to tylko jeden cukierek – nie zaszkodzi jej, słyszałam często – więc w końcu się ugięłam… Dzisiaj dzień bez słodyczy mojej trzylatki, to dzień stracony! Autentycznie, ta mała flądra uważa, że jak np. zje śniadanie, to należy je przegryźć lizakiem, w ostateczności jakimś słodkim owocem. A jeszcze niedawno było tak zdrowo, heltyyy, fit i eco.

Jedno hetta drugie wiśta, a co!

Podobno jedną z podstawowych zasad wychowania dzieci jest solidarność rodziców i konsekwencja w podejmowaniu decyzji. Wtedy dziecko ma „jakiśtam” grunt pod nogami i można też wpoić mu kilka zasad. Ważne, żeby w sytuacji, kiedy mama i tata nie zgadzają się ze sobą w jakiejś kwestii, nie zdradzali tego przy dziecku, a omówili ze sobą na osobności. Piękna teoria. W praktyce bywa gorzej, ileż to razy u nas bywało: godzina 18, mamo chcę to coś słodkiego… – Ja, Matka (zazwyczaj ten zły glina) mówię – Nie Aluniu, jest za późno, jutro po śniadaniu dostaniesz coś słodkiego. Dziecko już prawie się zgadza i odchodzi bez słowa, a tu zza fotela wyłania się tatuś albo wujaszek z czekoladką w ręku. I z wymownym spojrzeniem na mnie i słowami: to tylko malutka czekoladka, wręcza ją Aluni. I zaczyna się! Ala patrzy raz na jedno raz na drugie, w końcu ochota wygrywa i zjada tą przeklętą czekoladkę. Mama obrażona, tata skonsternowany, a trzylatka w nerwach. Już wie, że lepiej w takiej sytuacji nie iść do mamy, a raczej zachować to w tajemnicy (trzylatka nie potrafi kłamać, ale jest doskonałą obserwatorką i potrafi wyciągać wnioski)… Poprzez takie sytuacje dziecko staje się jednak coraz bardziej nerwowe, traci grunt pod nogami, a najgorsze, że zaczyna się obwiniać o to, że rodzice mają odmienne zdanie własnie z jego winy.

Kłóć się i rozmawiaj na wszystkie tematy – ile wlezie!

Zawsze myślałam, że przy dziecku będę zachowywać etykietę, wyrażać się pięknie, poprawną polszczyzną… I w ogóle, jak już to małe pojawi się w naszej rodzince, to wszyscy nagle zmienią się i zaczną rozmawiać ze sobą jak ludzie na wysokim poziomie… 😉 Ehe. Znowu się przeliczyłam. Moje dziecko było już świadkiem niejednego. Czego ona się nasłuchała i na co napatrzyła w swoim trzyletnim życiu, to sam Pan Bóg raczy wiedzieć. Efektem tego jest wyrafinowany język jakim moja trzylatka się posługuje. Już mam stres, co to będzie jak, pójdzie do przedszkola i zacznie tam sypać swoimi kwiatkami.

Zacytuję tutaj tylko maleńki wyrywek z naszej codzienności.

Ojciec Chrzestny robi sobie selfie i robi przy tym głupie miny. Niespełna dwuletnia wtedy Alunia pyta: Macio, gorzej Ci?

Do Chrzestnej Matki: Ciociu Ty jesteś sexi bomba (serio tak powiedziała ni z gruszki ni z pietruszki!) A innym razem do tej samej cioci: Ciociu Madziu, włączysz mi ten kanał sexi w telewizorze?

Do babci: Idź stąd babciu, w tym samym momencie babcia włączyła komputer – Ala podbiega, babuniu moja kocham Cię najbardziej na świecie!

Do Taty: Tatusiu mam w brzuchu dziecko i niedługo urodzę, trzeba odebrać poród, bo już widać nóżki (poród pośladkowy sobie wymyśliła 😀 )

Do Mamy: -Mamusiu kup sobie biustonosz intimisima potrójny efekt dla kobiet;

-Podczas kąpieli w basenie: Mamusiu ale masz cycuszki jak dwie kuleczki… ( pan który w tym samym czasie montował u nas altankę, omal nie spadł z rusztowania);

– Mamuniu prędko nalej mi soku malinowy go, bo zaraz mnie coś trafi!

-Mamusiu, a tatuś powiedział, że jesteś stara cholera… [KURTYNA]

A na koniec Alicja, lat 2:

video-1481829036 (1)_cut(1)

___________________________________________________________________________________________________________________________________

Ten blog powstał na pamiątkę dla moich kochanych córek. Jeśli też chcesz coś dla nich zrobić:

– zostaw komentarz, będzie mi bardzo miło jeśli dowiem się, że ktokolwiek czyta moje wypociny;

– udostępnij ten wpis, żeby pokazać go światu;

– polub blogzesmakiem na Facebooku;

– zaobserwuj nasz dziennik – niecodziennik na Instagramie;

To nic nie kosztuje, a wiele dla mnie znaczy. Dziękuję 🙂

Żona, mama, chustoświrka, miłośniczka fotografii, zakupów i dobrego jedzenia… Smakuję życie i wyrywam z niego najlepsze kąski. Witam Cię i zapraszam do mojego mikroświata…