Mei Tai – trochę wschodu na zachodzie…

DSC08255Jesieni jako takiej nigdy nie lubiłam. Wręcz mogę stwierdzić, że to moja nieulubiona pora roku. Odkąd tylko wiejskie pola zaczynały robić się puste, w powietrzu czuć było dym ogniskowy, ogarniała mnie zaduma i smutek. Bo znów kolejny rok mija, będzie szaro, buro, ciemno, słoneczne dni odejdą w zapomnienie… W tym roku po raz pierwszy zaczęłam dostrzegać uroki tej niesamowitej pory roku. Nie wiem czy to zasługa wspaniałej aury, jaką wciąż mamy na zewnątrz, czy po prostu coś we mnie się zmienia. Jesień urzekła mnie kolorami, ciszą i spokojem, zupą dyniową, która coraz częściej gości na naszym stole. I ciepłymi dniami, porannym szronem i różowym niebem przed zachodem słońca. Korzystam więc ile mogę i napawam się widokami, jakie mnie otaczają. Zobaczcie sami…

DSC08141DSC08154 DSC02892DSC02921DSC02954DSC02955DSC08152DSC08160 DSC08220 DSC08223 DSC08224 DSC08230 DSC08234 DSC08239 DSC08241 DSC08245 DSC08247 DSC08251 DSC08253DSC08257 DSC08260 DSC08261 DSC08265 DSC08267DSC08155

Na zdjęciu nosidło azjatyckie Mei Tai, czyli miękkie, wiązane nosidełko, uszyte z naturalnych materiałów, odciążające rodzica podczas noszenia, niezwykle wygodne dla dziecka i noszącego. Zalet tego typu wynalazku, który notabene przez wiele wieków stosowany był przez kobiety w Chinach, jest całe mnóstwo:

po pierwsze łatwość zakładania – majteja wiąże się w 30 sekund, a nosić można przez kilka godzin, na plecach, bądź na brzuchu – pamiętajcie – nigdy przodem do kierunku świata, chyba że chcecie dziecku zapewnić kontuzję kręgosłupa ! 🙂

po drugie bezpieczeństwo i wygoda – dzieciaczek w majtku ułożony jest w odpowiedniej pozycji, może się rozglądać, może się przespać, jego główkę podtrzymuje wygodny zagłówek. Ciężar malucha rozkłada się na biodrach i ramionach noszącego, szerokie pasy nie wbiajają się w ciało, co jest dodatkowym atutem… Bo taki 10 czy 11 kilowy słodki ciężarek robi swoje i na rękach jest naprawdę ciężko utrzymać berbecia, a dzięki majtejowi można iść na spacer w niezależnie jaki teren, czy to wiejska ścieżka, czy miejska dżungla. Ponadto samo nosidełko zajmuje bardzo mało miejsca w torebce i jest leciutkie, można je zabrać ze sobą wszędzie, co jest dla mnie dużym plusem, w porównaniu np.  z chustą, która jest cięższa, zajmuje więcej miejsca i zazwyczaj jest droższa.

po trzecie bliskość – niezwykle ważna dla prawidłowego rozwoju dziecka,

po czwarte cena – meitaja można kupić naprawdę tanio, można go też łatwo uszyć samemu, w internetach jest cała masa tutoriali, informujących krok po kroku jak to zrobić.

po piąte design – Mój mei tai jest po prostu ładny. Sama wybrałam sobie wzór, kolorystykę. Nosidełko jest dwustronne, z jednej strony mam bohaterów z ulubionej bajki, z drugiej gałązkę truskawek – pokażę niebawem 😉

Moje cudo uszyła na zamówienie Pathi, Pani która potrafi wyczarować naprawdę wszystko przy pomocy maszyny. Wystarczy zaprojektować sobie wzór, lub przesłać zdjęcie czy obrazek. O nosidełkach azjatyckich można więcej poczytać tutaj.DSC08153

Żona, mama, chustoświrka, miłośniczka fotografii, zakupów i dobrego jedzenia… Smakuję życie i wyrywam z niego najlepsze kąski. Witam Cię i zapraszam do mojego mikroświata…

  • Emilka B

    Jesień jest piękna. Zdjęcia cudne 😉 Nie miałam nigdy nosidła a to taka wygodna rzecz jak się patrzy z perspektywy czasu.

    • blogzesmakiem

      Dziękuję za miły komentarz… Polecam zainwestować przy kolejnym maluszku 🙂

  • Dżoana Ka

    Mała Mi w całej krasie:)