Szumiś zaszumi ci świat, czyli na(jcich)sze uzależnienie

Czego najbardziej obawiałam się, w związku z pojawieniem się drugorodnej córki? Nieprzespanych nocy. Bałam się, że scenariusz z życia mojej mamy się powtórzy. Jej drugorodny syn, a mój brat – był dzieckiem, które nie potrzebowało snu. Całe szczęście moje obawy się nie spełniły…

Jagódka przyszła na świat zimową porą. Jak to przy drugim dziecku bywa, nie było aż tak wielkiego szaleństwa zakupowego. Tym razem wybierałam z głową, wiedząc, że przede wszystkim trzeba zwracać uwagę na praktyczność użytkowania wszelkich wyprawkowych gadżetów. Po gruntownej selekcji wszystkiego, co pozostało mi po Aluni, likwidacji wielu zbędnych czy zniszczonych rzeczy, jako pierwszy na moją listę must have dla dzidziusia trafił szumiś. Żeby tradycji stało się zadość, sprezentowała go babcia, tak samo jak 3 lata wcześniej (czytaj tu). Po przekopaniu internetów, wybrałyśmy ślicznego Szumisia Dziewczynkę z czujnikiem snu. Czekał, aż maleństwo się urodzi…

No i stało się. Wróciłyśmy do domu i od pierwszych chwil Jaga usypiała przy łagodnym szumie wydawanym przez Szumisia. Dzisiaj, po 9 miesiącach użytkowania, mogę stwierdzić, że TO BYŁY NAJLEPIEJ WYDANE PIENIĄDZE NA MASKOTKĘ dla malucha i nie tylko… Kto mnie poczytuje, ten wie, że jesteśmy zwolennikami co-sleepingu. Cała moja czteroosobowa rodzinka tak przyzwyczaiła się do spania w obecności białego szumu, że:

  • kiedy wyjeżdżamy, zawsze zabieramy ze sobą Szumisia;
  • w sytuacji, kiedy wyładują się baterie, jesteśmy zmuszeni posiłkować się szumem z youtuba, inaczej nici ze spania;
  • kiedy Szumiś przestaje wydawać dźwięki (po godzinie ciszy czyli spokojnego snu) przebudzam się i „szturam” osobnika nogą, tudzież ręką, żeby znów się odezwał inaczej nie mogę spać (tak – ja matka nie mogę spać, a dzieci i ojciec zaczynają się kręcić, dopóki maskotka znów się nie włączy!);
  • kiedy jest głośno (np. impreza w domu lub głośna muzyka, a Szumiś zostaje zagłuszony) jesteśmy zmuszeni usypiać dzieci przy szumie odkurzacza-robota, inaczej co chwile będą się budzić!
  • gdy boli mnie głowa i chcę się zdrzemnąć, zawsze zabieram ze sobą Szumisia,
  • kiedy siedzę w zupełnej ciszy, piszczy mi w uszach…Serio, zanim nie mieliśmy Szumisia, w życiu tego nie doświadczyłam.

A co do w ogóle jest ten Szumiś?

Najprościej rzecz ujmując, to zabawka, mająca w sobie mechanizm z wgranym białym szumem i innymi uspokajającymi dźwiękami. Według producenta Szumiś z czujnikiem snu po 60 minutach od włączenia, powoli wycisza się i sam wyłącza, a Szumiś przechodzi w tryb czuwania. Kiedy Maluszek zaczyna się przebudzać, kręci się czy płacze, szum automatycznie włączy się na wybrany ostatnio dźwięk. Po 60 minutach mechanizm znów się wyłączy i przejdzie w tryb czuwania. Można też włączyć system Non-stop, czyli 12 godzin dźwięku bez przerwy. Aktualnie producent poszedł jeszcze o krok do przodu, najnowsza wersja zabawki posiada możliwość połączenia z telefonem rodzica poprzez aplikację. Dzięki temu Szumiś jest jednocześnie nianią elektroniczną, można też przy pomocy telefonu włączyć i wyłączyć dźwięk. Przy kolejnym dziecku na pewno wypróbuję 😉

A teraz trochę faktów:

– Jagódka przez pierwszy miesiąc była dzieckiem bardzo wrażliwym, niemal do trzeciego miesiąca miała kolki, przez które płakała tak mocno, że nabawiła się przepukliny pępkowej. Co było naszym wybawieniem podczas usypiania? Szumiś, ciasne otulanie i chustonoszenie;

– Odkąd Jaga skończyła dwa miesiące, zaczęła przesypiać całe noce.

– Odkąd mam dwoje dzieci, wysypiam się lepiej, niż przy jednym dziecku (wcześniej Ali zdarzały się częste pobudki w nocy, nawet co godzinę) – śmiem twierdzić, że to zasługa Szumisia.

Podsumowując, polecam z ręką na sercu tego słodkiego pluszaka. Tylko koniecznie wybierzcie z czujnikiem snu! Mamy dla porównania bez i jest o niebo gorszy – nie uruchamia się sam, kiedy dziecko zaczyna się ruszać czy płakać, nie włącza się także po „szturnięciu” przez zaspaną matkę. Trzeba go uaktywnić, poprzez mocne naciśnięcie mechanizmu ukrytego wewnątrz, co jest denerwujące…ale i tak go kocham 😉

___________________________________________________________________________________________________________________________________
Ten blog powstał na pamiątkę dla moich kochanych córek. Jeśli też chcesz coś dla nich zrobić:
– zostaw komentarz, będzie mi bardzo miło jeśli dowiem się, że ktokolwiek czyta moje wypociny;
– udostępnij ten wpis, żeby pokazać go światu;
– polub blogzesmakiem na Facebooku;b
– zaobserwuj nasz dziennik – niecodziennik na Instagramie;

To nic nie kosztuje, a wiele dla mnie znaczy. Dziękuję 🙂

Ps. Ten wpis nie jest w żaden sposób sponsorowany, to moja niezależna recenzja…

Żona, mama, chustoświrka, miłośniczka fotografii, zakupów i dobrego jedzenia… Smakuję życie i wyrywam z niego najlepsze kąski. Witam Cię i zapraszam do mojego mikroświata…