Wyprawka dla maluszka – gadżety Angelcare

Kontynuuję dzisiaj rozpoczęty jakiś czas temu temat wyprawki dla dziecka. Ostatnio była mowa o rzeczach z pozoru podstawowych i niezbędnych dla każdego rodzica spodziewającego się maluszka, czyli o wózku, łóżeczku, wanience i ubrankach (część pierwsza tu). W kolejnych wpisach pobawię się w Panią Gadżet i przybliżę niektóre akcesoria, z którymi mieliśmy okazję się bliżej poznać i zaprzyjaźnić lub nie. Dzisiaj pod lupę weźmiemy produkty firmy Angelcare. Będzie to oczywiście moja prywatna opinia 🙂

logo

Monitor oddechu z nianią elektroniczną Angelcare 

Będąc w ciąży zdarzyło mi się odwiedzić kosmetyczkę. Podczas luźnej rozmowy o dzieciach usłyszałam zdanie, jako matka obyłabym się bez wszystkiego, oprócz monitora oddechu. To najpotrzebniejsza rzecz dla rodziców niemowlęcia. W mojej głowie zaczęło się kłębić od razu mnóstwo myśli, że też o tym wcześniej nie pomyślałam, rzeczywiście taki monitor oddechu na pewno jest bardzo potrzebny, ustrzeżemy nasze maleństwo przed bezdechem. Ledwo dotarłam do domu, zaczęłam wertować strony internetowe, polecające to cacko. Ceny różne od 250 zł wzwyż. Najbardziej polecany jest jednak monitor dwupłytkowy, czyli dokładniejszy, połączony z nianią elektroniczną. Do zestawu można dokupić kamerę. Po prostu full wypas, siedzisz w pokoju, popijasz kawę i obserwujesz na monitorze, co robi Twoje maleństwo. Zdecydowaliśmy się więc na monitor Angelcare za 620 zł, bo przecież na zdrowiu dziecka oszczędzać nie będziemy! Tata jeszcze nienarodzonej Ali podłączył ustrojstwo do łóżeczka. Okazało się jednak, że wcale nie jest to taki super wynalazek, jak się nam wydawało. Płytki czuwające nad oddechem dziecka umieszcza się w dwóch miejscach pod materacem, odchodzi od nich cała siatka kabli. To jeszcze nic, myślimy – przecież niemowlak nie będzie umiał jeszcze sięgać do kabli, jak urośnie, to coś się wykombinuje. Zrobiliśmy test i okazało się, że monitor w momencie niewyczucia oddechu lub po prostu podniesienia dziecka do góry, wyje jak wściekły. Przed zabraniem maluszka z łóżeczka, trzeba to to za każdym razem wyłączyć, inaczej syrena murowana!  No nic, myślę sobie: przyzwyczaję się. Dzidzia przyszła na świat i odkryliśmy kolejny mankament z naszego n i e z b ę d n e g o monitora. Tym razem okazało się, że niania ( mająca za zadanie sygnalizować płacz dziecka, kiedy rodziców nie ma w pobliżu) działa tylko w łóżeczku, w którym podpięty jest monitor, więc jeśli dziecko spałoby w innym miejscu, trzeba by było wszystko przepinać, podnosić materac, wyjąć płytki, przełączyć kable!  ( a miało być takie idealne i proste rozwiązanie 2 w 1). Tak więc kolejny gadżet do wyrzutu.

ac401-big

Źródło: angelcare.pl

Jak też wiecie z wcześniejszych wpisów, nasze dziecko tylko przez pierwsze tygodnie swojego życia spało w swoim łóżeczku i to nie przez całe noce. Monitora używaliśmy przez miesiąc, ale przez większość czasu w trybie off. Jednak, nie myślcie sobie, że urządzenie okazało się całkiem bezużyteczne. Jeden z nadajników był wyposażony w świetną lampkę nocną, dającą przyjemne, przytłumione światło, przy którym było widać dzidzię, a przy okazji nie rozpraszało ono zaspanych rodziców. Tak więc używaliśmy najdroższej lampki nocnej w życiu, ale co tam, kto bogatemu zabroni 🙂 Całe szczęście (po opuszczeniu 150 zł), udało się nam szybko sprzedać monitor innym szczęśliwym rodzicom, spodziewającym się maluszka – może akurat ich dziecię przesypia noce i dnie w jednym łóżeczku i urządzenie jest dla nich idealne jak strzał w dziesiątkę.

Kosz na pieluchy Angelcare 

pojemnik-big

Pojemnik na pieluchy; źródło: angelcare.pl

Chyba każdy rodzic, zanim na świecie pojawi się dziecko, zastanawia się, co się będzie działo ze zużytymi pieluchami. Nie oszukujmy się, zapach pełnej pieluchy, nie należy do najprzyjemniejszych, a wynoszenie każdorazowo zużytego pampersa do kosza na zewnątrz jest po prostu niewykonalne, zaś wrzucenie go do domowego kubła na śmieci, powoduje rozniesienie się „aromatu” po całym domu. Na szczęście istnieje cały szereg gadżetów, pozwalających zniwelować nieprzyjemne zapachy ( woreczki jednorazowe, specjalne pojemniki). My zdecydowaliśmy się na kosz na pieluchy firmy Angelcare. Jest to ładny, powiedziałabym nawet designerski pojemnik, pasujący do różnego rodzaju wnętrz, w którym montuje się specjalny wkład. Następnie wrzuca się do niego zabrudzone pieluszki, a kiedy się napełni, odcina się worek i tak dalej. Kubełek jest na tyle wysoki, że nie trzeba się schylać podczas umieszczania w nim pampersa – to kolejny plus. Urządzenie w pełni spełnia swoją funkcję – nie przepuszcza smrodku i bakterii. Trzymamy go w sypialni i faktycznie, nawet napełniony po brzegi, kumuluje zapach w sobie. Minusem jest niestety cena wkładów, jeden kosztuje około 30 zł.  Jednak zawsze da się coś wykombinować – mój mąż wpadł na pomysł, że zamiast odcinać worek za każdym razem, będzie po prostu rozcinał go na dole, przesypywał pieluchy do normalnego worka na śmieci, a po przesypaniu robił supeł i tak wkłady starczają na dłużej. (Uwaga! Podczas tej czynności należy pamiętać o powstrzymaniu się od oddychania i najlepiej robić to na balkonie 😀 ) My od 7 miesiecy  zużyliśmy 3 wkłady. Cena kosza wraz z trzema wkładami to około 90 zł, bez wkładów 59 zł. Podsumowując: pojemnik na pieluszki z czystym i pachnącym sumieniem polecam.

wklad-big

Wymienny wkład do pojemnika na pieluchy; źródło: angelcare.pl

Żona, mama, chustoświrka, miłośniczka fotografii, zakupów i dobrego jedzenia… Smakuję życie i wyrywam z niego najlepsze kąski. Witam Cię i zapraszam do mojego mikroświata…

  • Matko Zabawko

    Nie miałam monitoru oddechu ani kosza na pieluchy. Dla mnie to zbędne gadżety – chyba, że nie mamy co zrobić z kasą to jak najbardziej 😉

    Jedynie przy wcześniaku kupiłabym monitor oddechu – tak dla bezpieczeństwa.

    • blogzesmakiem

      Tak jak pisałam w notce, monitora oddechu nie używaliśmy, okazał się zbędnym gadżetem. A kosz na pieluchy sami sobie wybraliśmy jako prezent od rodziny i nie żałuję:) Jest bardzo przydatny.

  • Monika

    My mieliśmy ten czujnik i uważam go za najważniejszy zakup w wyprawce. Super praktyczny, ale przede wszystkim pozwala spokojnie rodzicom spać. Naszym znajomym właśnie ten czujnik uratował życie dziecka. Jedyny minus jest taki, że po dwójce dzieci, czyli po po 5 latach intensywnego użytkowania, popsuł nam się wyświetlacz, czyli nie widzę aktualnej temperatury w pokoju dziecka, odbiornik działa prawidłowo.Teraz spodziewam się trzeciego dziecko i zastanawiam się nad wersją z kamerą. Osobiście uważam, że można odpuścić sobie oryginalene ubranka dla dziecka czy sterylizator do butelek, ale w monitor oddechu koniecznie trzeba zainwestować.

    • Wierzę, że czujnik się sprawdził u Państwa, ale nasza córka nie śpi w łóżeczku tylko z nami, więc niestety u nas poszedł w odstawkę tak szybko jak przyszedł 🙂

  • Ja uważałam monitor oddechu za zbędny gadżet jednak córka przed narodzinami dostała od dziadków. Mała miała 3 miesiące. Od dwóch dni jakąś taką niespokojna była Ale nic poza tym. Nie miała kaszlu kataru nic. W nocy z trudem zasnęla. Około 1 przez sen usłyszałam takie krótkie „pikniecie” jednak mnie to nie obudziło chwilę później włączył się głośny alarm. Mała była lodowata i nie oddychala. Dzięki ekspresowej reakcji udało nam się przywrócić jej oddech. W szpitalu okazało się ze dziecko ma zapalenie płuc. Do dziś nie chcę nawet myśleć co by było gdyby nie monitor. Dodatkowo monitor można odłączyć i przestawić ustawienia tak żeby bez płytek działała sama niania. Dla mnie nieoceniony zakup.